Ziemia Kępińska

Prasa lokalna - Kępno i okolice

Reklama:

„WSPOMNIENIA” Jana Lorenca

Po rozwiązaniu szkoły podoficerskiej wylądowałem w Świnoujściu, w batalionie portowym kapitana Żarkowskiego. Człowiek frontowy. Ostatecznie wzmocniłem strażnicę na Warszowie. Pole działania: falochron, plaża, stały posterunek przy promie – dokładnie sprawdzanie samochodów i ludzi wjeżdżających na prom, blokada statków zagranicznych cumowanych w porcie. Dodatkowo tzw teczka B ze zdjęciami ludzi poszukiwanych przez bezpiekę. Ze strażnicy na koniec falochronu (służba w pomieszczeniu trwała 24 godziny) odległość z ominięciem ruskiej bazy, która miała odrzutowe ścigacze morskie wynosiła 15 km, zaś żeby przedostać się przez ich bazę potrzeba było tylko 20 minut czasu. Ruskie sołdaty przez podanie komendy „pastoj kto idziot?” wprowadzali pocisk do komory nabojowej. Odpowiedź polski „pagranicznik” wtedy wołali „hodi suda”. Byli to żołnierze których służba trwała w Świnoujściu już od 6 do 7 lat, a powrót do kołchozu wcale ich nie interesował. Po przybyciu młodego rocznika z Rosji na odpowiedź naszych żołnierzy służba graniczna zaczęła strzelać do naszych żołnierzy. Jednak stary rocznik wopistów krótkimi seriami serwował się ucieczką od drzewa do drzewa. Zanim na odsiecz ruskiego posterunku przyszła ich wartownia motorówką z kapitanatu portu dojechali do swojego punktu obserwacyjno – zamykającego na falochronie. Dochodzenie prowadziła rosyjska kontrozwietka, ale bez skutku. Chłopaki dostali od Żarkowskiego po trzy tygodnie urlopu. Kiedyś spałem po nocnej służbie aż tu przyszedł jakiś kolega wopista i stawiał mi bardzo różne pytania. Ubrałem się w mundur i rzekłem „od tej chwili jestem kapralem, o co właściwie chodzi?” Zaczął stękać i nie potrafił wyjaśnić po co przyszedł. Przywołałem wartownika i podoficera służbowego. Wykręciłem mu rękę i po schodach zaprowadziłem do mocno okratowanego pokoju przyjęć. Wygadywał, że jest oficerem SB, ale mu to nie pomogło. To był człowiek z półki – nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Następny ważniak z UB mignął legitymacją przed wejściem na prom. Na naszą interwencję syknął „Jestem oficerem SB i żadnej legitymacji pokazywał nie będę”. Mój kolega lufą podłożoną pod łopatkę na plecach zmusił go do opuszczenia promu. Wylądował tam gdzie poprzednik. Szef UB za przynoszenie wstydu zwolnił oboje. Patrol WOPu składał się przeważnie z dwóch żołnierzy w tym dowódca to członek PZPR lub ZMP, ale większość z nich to swoje chłopy. Konie można było z nimi kraść. W przyblokowaniu zagranicznego statku, jeśli nie było wtyczki to jedzenia było pod dostatkiem, ale super ostrożność musiała być zachowana. Kiedyś żołnierz ZMP z Częstochowy przyjął z angielskiego statku jedną żyletkę. Organizacja zrobiła nad nim sąd i wyrok. Przewodniczący ZMP krzyczał : Pod prokuratora! Dowódca strażnicy wezwał mnie na ten sabat czarownic i powiedział „Co wy jako człowiek bezpartyjny byście zaproponowali temu żołnierzowi?”. Najpierw go skrytykowałem. Co do kary stwierdziłem: Gdzie była organizacja, a szczególnie przewodniczący przed popełnieniem tego czynu? Jak go upolityczniła? Jak go wychowała? Według mnie, ja jestem bezpartyjny, winna jest tu cała organizacja ZMP. Karą wystarczającą w zupełności to 20 dni ścisłego aresztu – odsiadka u nas na strażnicy, a kluczyki od kicia w moje ręce. Kazano mi opuścić zebranie, ale kluczyki były w moich rękach, a podrobione za moją wiedzą u kucharza. Aresztant po opuszczeniu kicia należycie mi podziękował. Wkrótce ściągnięto mnie do batalionu. Dla wykonania ogródka strzeleckiego, z pomiarami lotu pocisku z Musina i z KBK. W wolnym czasie uszyłem na miarę kapitanowi Żarkowskiemu wojskowy płaszcz zimowy. Urlop był zaklepany. Od razu telefonogram: Kaprala Lorenza oddelegować do Szczecina do brygady – natychmiast!. Żarkowski uważał, że już z powrotem nie wrócę. Miałem objąć stanowisko szefa kompani, ale po sierżancie zawodowym, który za okradanie żołnierzy trafił do więzienia. Odmówiłem stanowczo przyjęcia obowiązków szefa i dlatego po trzech dniach trafiłem przed obliczę samego dowódcy 12 brygady WOP – płk Suchego. Dlaczego nie chcecie przyjąć obowiązku szefa – bo nie wiadomo jakie tam są braki. To jest do ustalenia na apelu mundurowym. Ale ja mam takie uprzedzenie, że to się może źle dla mnie skończyć. Kapralu, czy wy wiecie, że w wojsku istnieją rozkazy. Tak, jeśli taki otrzymam to go wykonam. Jednak regulamin sił zbrojnych określa, że szefem kompani może być tylko podoficer zawodowy. Żona na mnie czeka i nie chce do niej wracać przez więzienie. W mojej ewidencji brak było takiej adnotacji. Krzyczał jak wściekły, że zmyślam, że go oszukuje. Moja odpowiedź: Ja mam, ale tylko ślub kościelny. Dopiero zaczął się ryk – Adamczak zgłoś go do Pikonia i na 123 batalion – nie będzie spał ani jednej nocy. Zgłosiłem się do mojego bardzo dobrego kolegi, który pracował w kancelarii. Przeniesienie z powrotem do Świnoujścia kosztowało mnie trzy litry wódki i zapłata za bilet kolejowy Szczecin – Świnoujście. Chyba Anioł Stróż podpowiedział mi bajkę o ślubie kościelnym. Meldowałem się u Żarkowskiego z uśmiechem i wszystko mu opowiedziałem. Teraz na miesiąc będziesz dowódcą plutonu żołnierzy ściągniętych z granicy na odpoczynek i szkolenie. Obecny dowódca tego plutonu nie potrafi nawet komendy podać. Zamiast ich gonić uczyłem defiladowego kroku i śpiewu różnych wojskowych piosenek. Odwdzięczyli mi się na egzaminie. Żarkowski wręczył mi rozkaz wyjazdu i kartę urlopową na 14 dni ze słowami – Jasiu Ona tam czeka na ciebie. O godzinie 9.30 dnia następnego byłem u Jadzi w domu, ale ona była na polu ze swoją żywicielką – łaciatą krówką. Będący w odwiedzinach Józiu z Torunia zastąpił pasterkę i kazał jej wracać do domu bo na nią czeka komendant „służba Polsce” i to ten u którego ja przed wojskiem załatwiłem jej zwolnienie wyjazdu na brygadę. Wpadła do kuchni i słowami „To cygan”, z pełną uciechą przywitała się ze mną. Janek, a kiedy wrócisz na dobre??? – według wersji szeptanej za trzy miesiące. Pomagałem moim kobietą w czym mogłem, zaś powrót do domu o 22.00 nie został odwołany. Naprawdę ciężko wracało się z powrotem do Świnoujścia.

Wyznaczony do patrolowania zielonej granicy zauważyłem jak niemiecki strażnik jakieś 20 metrów od nas kładł się na ziemie i czołgał. Bał się nas. Partyjny dowódca patrolu prosił bym go zawołał po niemiecku. Po dłuższej chwili powstał i się zbliżył mówiąc: Ja jestem z zachodniej granicy, a tam do nas strzelają. Wymienili się papierosami i było meine kameraden. Niedaleko Międzyzdroji nasz dozorowiec patrolowy – DP zgarnął łódź rybacką NRF, a z nią dwoje rybaków. Powołali się na prawo międzynarodowe, że w razie awarii kutra mają prawo zawinąć do każdego portu. Nas też tak szkolono. Podana przez nich awaria była bardzo błacha, ale była. Jednak ich miejsce urodzenia Międzyzdroje mówiła o wszystkim. Moja znajomość języka niemieckiego w przedmiocie morza była zupełnie zerowa, ale rozkaz być tłumaczem to rozkaz. Protokół spisywał oficer informacji – to co mu podyktowałem. Na zakończenie przesłuchania wszedł kapitan Żarkowski. Rybacy stanęli jak struny i czystym platdeutschem rozmawiał z nimi. Odebrali im wszystkie osobiste rzeczy, papierosy także i zamknęli do kicia na piętrze obok pomieszczenia oficera operacyjnego batalionu. Wieczorem z braku oficerów poszedłem na zastępstwo. Na prośbę rybaków poczęstowałem ich naszymi „mocnymi”. Myślałem, że się uduszą. Po trzech dniach, decyzją Warszawy wypuszczono ich wolno. Rola oficera operacyjnego to dokładna znajomość całego odcinaka zielonej i morskiej granicy batalionu portowego Świnoujście. Zaś zawartość sejfu to proszę uważać – przekroje wszystkich statków zagranicznych, bander jakie wpływały do portu Świnoujście. Każdy statek na redzie był przyjmowany i kontrolowany przez ekipę złożoną z jednego oficera i trzydziestu pięciu żołnierzy z potrzebnym sprzętem, np. długie nawet na 2,5 m szpikulce do przebijania materiałów sypkich. Mały punkt graniczny Albeck obsługiwali koledzy którzy potrafili władać językiem rosyjskim w mowie i piśmie. Poza żołnierzami rosyjskimi nikt nie mógł tamtędy przejeżdżać. Wolno było tylko kontrolować przepustki podpisane przez Koczjerenke – dowódcę grupy wojsk północnych stacjonujących w Polsce. Najważniejsze bazy Marynarki Wojennej należały do nich. Polska MW zajmowała jedynie małe koszary wzdłuż Kanału Szczecińskiego plus jedną wieżę obserwacyjną dla podawania i przyjmowania środków łączności alfabetem morsa. Żarkowski to fanatyk piłki nożnej. Jak jego drużyna dokopała sojusznikom 5 -1 całą drużynę ugościł w restauracji i dał trzy dni wolnego od służby. Przepustkę na miasto miałem stałą ale zwiedzać nie było co. W dalszym ciągu usuwano gruzy. Piękny kościół z witrażem łodzi rybackich zachwycił mnie ogromnie. W razie wpadki to zwiedzałem zabytek. A tak naprawdę to modliłem się o szczęśliwy powrót do domu i do Jadzi. Służba na granicy była bardzo niebezpieczna. Żołnierze którzy nie wytrzymywali ciężkich trudów szkolenia, lub co gorsza znęcania się nad nimi odbierali sobie życie. Wtedy zwoływano odprawę i potępiano ich jako wrogów klasowych. Pierwszy przykład: Port Szczecin, trójka cyganów chce się dostać na statek. Jeden z nich schowany za dziobem statku odcina żołnierzowi głowę, zaś seria automatu puszczona przez drugiego żołnierza zatrzymuje sprawców. W ciągu dwóch miesięcy wykonano wyrok śmierci na całej trójce. Drugi przykład. Śmierć Józefa Stalina – strażnica Rzędziny. Jeden z żołnierzy mówi: „Stalin zmarł, będzie więcej chleba w Polsce.” Ucho konfidenta donosi do informacji. Rozprawa w sądzie gotowa. Jako bezpartyjny ławnik brałem w tym udział. Bardzo mocno przerażał mnie akt oskarżenia mówiony po rosyjsku przez prokuratora w mundurze oficera polskiego. Za wypowiedziane słowa proponował siedem lat. Z życiorysu skazanego wynikało, że jego ojciec zginął w pierwszym dniu wojny w 1939 roku. On był jedynym żywicielem schorowanej matki. Sędzia prosił o propozycję kary. Jednogłośnie mówimy najwyżej rok. Czy wy rozumiecie co on mówi, ja go znam. Jeżeli nasze ustalenie nie przekroczy połowy proponowanej przez niego kary zmienia paragraf i sędziego i osiem lat ten chłopak ma pewne jak w banku. Ugoda została. Cztery lata ze zaznaczeniem wykonania kary w kopalni. Z zaliczeniem jeden rok pracy kopalni za dwa lata odsiadki. Czyli razem z nami wyjdzie on do cywila. Ten judasz z wyglądu odrażał swoją butną postawą i zdradzieckim uśmiechem. Ano dziesięć dni urlopu miał w kieszeni za cztery lata więzienia dla kolegi. W tym samym dniu na innej rozprawie chłopak dostał przez tego Gruzina 15 lat kibitki za słowa: żebym mógł to bym temu skurw…. na grób nasrał.
A wypowiedział te słowa na stopniach schodów 5 komisariatu MO w Szczecinie, na ulicy Mickiewicza. Popił z radości, że ten kat Polaków umarł.

Kiedyś wracamy całym plutonem wieczorem z kina tramwajem. Wsiada do naszego przedziału taki żylasty facet. Stawia sierżantowi pytanie: Pan mnie zna?? Nie. A może pan pamięta jak mnie pan kopał i bił na strażnicy Dauje? A przy następnej ucieczce z Rzędzinach i dokończył… wiem gdzie pan mieszka i na pełnym biegu wyskoczył z tramwaju. Konsternacja. Sierżant już nigdy nie pojawił się na prywatnej stancji, na mieście nie mieszkał tylko w koszarach. Dużo ludzi uciekało z bronią w ręku.

Rejon strażnicy Dauje: Za słupa ogrodzeniowego przestępca (wg nomenklatury WOP) serią z broni maszynowej postrzelił przewodnika psa 4 mm od serca. Pies lizał krew i nie dopuścił drugiego żołnierza żeby udzielił mu pomocy. Mógł to zrobić dopiero drugi przewodnik. Żołnierz odszedł na rentę bo ręka była niesprawna. Rzecz działa się wieczorem. Żołnierze pogotowania w ciągu 15 minut zablokowali ucieczkę do NRD. Rano tyraliera wypędziła strzelającego z lasu, który z odbezpieczonym automatem szedł na ukrytego za krzakiem żołnierza z blokady. Ten zastrzelił go na miejscu. Nie życzę nikomu takich przeżyć. Odezwał się do mnie: Jasiu zabiłem człowieka, czy ty rozumiesz co to jest? On nie żyje, on też był w mundurze wojskowym. On już nigdy nie wróci do swojego ojca, do swojej matki. Jestem bandytą, jestem mordercą. Oto wymuszona sytuacja jak na wojnie. Żadne wyjaśnienia ze strony kolegów nie trafiały do jego przekonania. Na trzydziestodniowy urlop w ogóle nie pojechał. Jak mógłbym spojrzeć w oczy swoich rodziców, a szczególnie mojej narzeczonej, dziewczyny na wskroś religijnej. Brązowy krzyż za zasługi widniał na jego piersi tylko w trakcie wręczania i natychmiast zaginął.

Strażnica Dobra Szczecińska: z opowiadań kolegów księgowy PGR ukradł pieniądze przeznaczone na wypłaty dla pracowników. Pies ze strażnicy pieniądze odnalazł i z rozpędu wskoczył na księgowego, który tak się wystraszył, że trochę od niego śmierdziało. Dzieciaki w pasie granicznym często donosiły na strażnicę, że ktoś obcy kręci się po okolicy. Wówczas wydział polityczny 12 brygady WOP ubierał ich kompletnie od stóp do głowy. Ponadto otrzymywali dużo słodyczy. Jak byłem szefem kompani pierwszej to politrukiem był Jan Bartoszek, który trafił do WOP-u z korpusu bezpieczeństwa wewnętrznego – KBW. Bieliznę osobistą wymieniał u mnie w magazynie. Oto jego relacja: Cały batalion KBW jedzie rozgromić Armię Krajową do obszarów leśnych województwa białostockiego. Aż tu zwartym szykiem naprzeciw nam też maszeruje w pełnym uzbrojeniu wojsko. Pada komenda stój!!! Wojsko z przeciwka także się zatrzymuje. Po około 15 minutach wyruszają parlamentariusze z obu stron. Spotkanie trwało około 30 minut. Po powrocie dowódca batalionu rozkazuje. Przy mijaniu zachować zupełny spokój, żadnych incydentów. Rozlewu krwi nie było, ale całą kadrę w batalionie KBW wymieniono i dlatego wylądowałem w 12 brygadzie WOP. Innym razem radził się co ma zrobić bo jego narzeczona zerwie z nim jeśli nie weźmie ślubu kościelnego. Chodzę z nią od szkolnej ławy. Ultimatum upływa za miesiąc, a teraz trwa szkolenie młodego rocznika i nikt mi nie da urlopu. Moja rada: Zamelduj się u majora Adamowicza, ale tylko w cztery oczy i powiedz prawdę o co chodzi. On się zgodzi. Przekonywałem go przez cały tydzień. Wreszcie wypił kieliszek wódki na odwagę i poszedł. Było takie coś do mnie: Jasiu skąd wiedziałeś, że on się zgodzi. Miałem przeczucie bo on ma taki obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej w domu jakiego na pewno nie widziałeś. Poza tym, jeżeli ktoś przez cztery lata walczył na pierwszej linii frontu i Bóg zachował go przy życiu to na pewno jest głęboko wierzący.

A oto postać politruka na strażnicy Kiełbaskowo. Żołnierze ciągle się żalili że przy rozwalonym moście autostrady Berlin – Szczecin o godzinie 24.00 maszeruje ostro przynajmniej pluton wojska i przy bardzo silnym podmuchu wiatru wszystko się uspokaja przy dojściu do samego mostu. Miałem okazję tam być ale zachowałem się jak mówili starzy ludzie. Po prostu się modliłem i wcale nie było tak groźnie, ale pietra to miałem ogromnego. Politruk „Prawoskos” – takie miał przezwisko, stwierdził, że on sobie z tym całym zmyślonym plutonem poradzi sam. Pięknego wieczoru wziął automat i poszedł w pojedynkę pod ten wiadukt. W prawdzie nie wiadomo jak wypadło to spotkanie ze zmyślonym plutonem, ale już nikt nigdy więcej nie został wyznaczony do pełnienia służby w tym miejscu. Chyba to klerykalne zjawisko popieściło go bardzo solidnie. Z tego wniosek, że nie wolno się naigrywać z ludzkich wierzeń i przekonań.
Lasy Trzebieży to ogromny kompleks leśny. Strażnica 20 km od batalionu w Trzebieży. Polanka w środku lasu. Raptem trzy gospodarstwa – bardzo słaba ziemia. Podatku nie płacili. Jedyny piętrowy budynek to strażnica. Być może poprzednio służył jako leśniczówka. Odcinek granicy zabezpieczony był zasiekami z drutu kolczastego w kształcie litery T. Przedwojenny sierżant kawalerii z Wrocławia miał tam stały punkt przejściowy i kontakt z przewodnikiem NRD. Do przechodzenia służył mu gruby koc który zabezpieczał od drutu kolczastego i ewentualnego prądu oraz łańcuch o długości 30 cm z rękojeścią do obrony. Człowiek bardzo silnie zbudowany. Dlatego przesłuchiwany był przez dowódcę strażnicy przy obecności żołnierza z automatem gotowym do strzału. Pokój przesłuchań to: podłoga i ściana na całej wysokości pomalowana czerwoną olejną farbą. Sufit pomalowany na czarno – normalny horror. Na zewnątrz przy drzwiach stał drugi żołnierz i on przekazywał treść rozmowy przesłuchania kolegom. Za to też było można kiblować w kopalni. „Myślę, że mnie zwolnicie, przecież płynie w was Polska krew. Obu żołnierzom, którzy mnie zatrzymali zacięły się karabiny. Mogłem uciec. Zmyliło mnie światło leśniczówki które odczytałem jako wskazówka z NRD. Pomyliłem drogi.” Modlił się na głos żeby go puszczono. Protokół z przesłuchania był gotowy. Zatrzymany jednak odmówił podpisu. Dowódca strażnicy swoją krótką, odbezpieczoną broń położył na stole. Długo indagowano zatrzymanego by podpisał protokół. Wreszcie się zgodził, zbliżył się do stołu i zamiast odebrać podawane mu do podpisu pióro odbił rękę dowódcy i chwycił za pistolet. Żołnierz jednak obronił dowódcę strażnicy od śmierci. Założone mu kajdanki z łańcuszka zerwał przy lekkim pociągnięciu i stwierdził: To co mi założyłeś to możesz sobie kozę uwiązać. Przy sprowadzaniu do piwnicy – do aresztu żołnierz przynaglał go do schodzenia. Odpowiedź: Chłopcze wejdź trzy stopnie wyżej bo będziesz na dole szybciej ode mnie. Wreszcie pod kluczem, a tu od razu rumor. Nagle było słychać „Wy bandyci – pilnujecie”. Rano przyjechała samochodem po niego spec ekipa – oprawcy ze Szczecina. Założyli kajdanki amerykanki, położyli twarzą do podłogi samochodu i w każdym rogu paki siedział żołnierz z automatem. W połowie drogi wyglądało na to, że dostaje konwulsji. Kajdanki jednak pękły, wyrwał automat, ale użytku z niego nie zdążył zrobić. Katowali go przy udziale oficera informacji aż do Szczecina. Tam jeszcze raz wyrwał kraty w ubikacji i po rynnie zjechał na ziemie i sam wszedł na drugie pięto. Dalszy los nieznany.

Strażnica Glinki. Podoficer służbowy – Szczęsny z Ostrzeszowa. Odprawia służbę graniczną i wyznacza czas pełnienia od godziny 18.00 do 6.00 rano jako patrol wahadłowy w pobliżu toru kolejowego. Podał im klucze od magazynu broni, żeby się sami obsłużyli. Klucz zwrócili i poszli, ale nie na patrol tylko trzymając się rękami wzajemnie za ramiona po szynach kolejowych do NRD. O godzinie 6.30 ogłoszono alarm na strażnicy. Taki był przymus jeżeli spóźniony powrót elementu wynosił ponad 20 minut – to była w domyśle dezercja. Przez pas zaoranej ziemi śladów ucieczki nie było. Szukano ich na naszym terenie. Sprowadzony jednak z brygady pies tropiący wonią nadgórną ciągnął torami. Po uzgodnieniu z NRD pies doszedł do stacji kolejowej oddalonej o 15 km od granicy skąd dziesięć godzin wcześniej odjechał pociąg osobowy. Dalszy ślad się urwał. Około godziny 12.00 na radiostacji naszej częstotliwości usłyszano głos dowódcy patrolu który nawiał. Panie pułkowniku Bański, jesteśmy w amerykańskiej strefie okupacyjnej. Pościg można odwołać. Efekt ucieczki to brak dwóch automatów i sześć magazynków amunicji oraz trzy lata więzienia dla kaprala Szczęsnego. Takie trzy lata było obligatoryjne jeśli od elementu podsłuchu – 100 metrów w lewo lub prawo wykryto ślady przejścia na zaoranym pasie ziemi. Prawdopodobną pomoc przy przejściu przez NRD w/w otrzymali od ludzi z siatki Gellena – amerykański wywiad, o czym stale nas informowano, że jest bardzo aktywny i niebezpieczny.

Czas służby zbliżał się do końca Nagle pięciu podoficerów ze mną włącznie pojedynczo na rozmowy do dowódcy Żarkowskiego. Zakaz rozmowy tej piątki między sobą. Wędrowałem jako ostatni. Kapitan Żarkowski pytał urzędowo: Obywatelu Lorenz, partia i dowództwo proponuje awans do stopnia chorążego. Zdecydowana odpowiedź – odmawiam. Usłyszałem poważne ostrzeżenie obym nie wyszedł w wojska przez więzienie przez wzgardzenie zaufania partii i narodu. Kapitanowi powiedziałem: Wolę wyjść przez więzienie niż z gwiazdką. Jadzia to zrozumie – on o tym wiedział. Politruk batalionu usłyszawszy odmowę ryczał jak ranione zwierzę. Rzekłem tylko, że jeżeli dojdzie do jakiegoś teatru działań wojennych i tam się wyróżnię szczególnie to dowództwo na pewno znajdzie pięć minut czasu żeby mnie awansować. Najgorsza w moim pojęciu miała być wizyta u porucznika informacji. Słynne jego powiedzenie siadaj kapralu to porozmawiamy, ale najpierw proszę tak szczegółowo opowiedzieć cały swój życiorys. To mu powtórzyłem od piątego roku życia. Chciał też usłyszeć dlaczego odmawiam przyjęcia awansu. Wyjaśniłem, że narzeczona czeka na mnie prawie 2,5 roku. Żyje z matką, która otrzymuje 60 zł renty (ja 40 zł żołdu na miesiąc) i gospodaruje na 2,5 ha szóstej klasy ziemi, którą obrabia mój ojciec. Jest tam bieda aż piszczy i w tej sytuacji nie mogę się wiązać z wojskiem. Chcę służyć tej naprawdę biednej rodzinie. Słowami: Z niewolnika nie ma robotnika, uścisnął mi rękę i kazał przekazać Żarkowskiemu ażeby wykreślił mnie w listy. Ten mój uścisk dłoni ze szczęścia spowodował lekki grymas na jego twarzy. Zaś moja charakterystyka dla RKU brzmiała wypisana grubą czcionką „oblicze politycznie nieskrystalizowane”. Następnie wszyscy przebrani zostali na cywilów i zapakowano nas na statek patrolowy, podwożąc pod stacje kolejową Odra Port. Do zarezerwowanego wagonu relacji Odra Port – Warszawa wchodziliśmy środkiem szpaleru ochronnego. Konwojował nas dowódca kompani. Za całą służbę 2,5 roku dostałem 15 zł na drogę. Była wolność i co dalej. Wymiar szczęścia jakiego doznałem żadne słowa opisu nie są wstanie tego odzwierciedlić. Przy powitaniu z Jadzią nie mogliśmy się sobą nacieszyć. Dziesięć dni po powrocie wezwanie na MO i propozycja pracy. Wyjaśniłem krótko i stanowczo – lepiej zarobić 500 zł na spocznij niż 1000 zł na baczność. Czasowo zajmowałem się szyciem i to w domu Jadzi, gdzie była maszyna do szycia Synger. Powrót do domu jak dawniej 22.00.

Updated: 19 maja 2015 — 20:35
Reklama:

Nasza prasa obejmuje swym zasięgiem cały powiat kępiński (gminy: Baranów, Bralin, Kępno, Łęka Opatowska, Perzów, Rychtal i Trzcinica). W skład tej grupy mediów wchodzi dziennik - portal ziemiakepinska.pl i gazeta drukowana - czasopismo "Ziemia Kępińska".
Na terenie powiatu działają jeszcze inne lokalne media (innych wydawców): Kepnianie.pl, Twój Puls Tygodnia, Tygodnik Powiatowy, Radio Sud, Gazeta Bezpłatna Kurier Lokalny Powiatu Kępińskiego, Tygodnik Kępiński. Polecamy również zaprzyjaźnione forum Kympno.pl
Ziemia Kępińska © 2014
Frontier Theme
Przeczytaj poprzedni wpis:
biblioteka-plakat
Noc Bibliotek w Kępnie

W sobotę 30 maja 2015 r. Samorządowa Biblioteka Publiczna w Kępnie zaprasza na ogólnopolską Noc Bibliotek . Pełną atrakcji wieczorną imprezę...

Zamknij