Ziemia Kępińska

Prasa lokalna - Kępno i okolice

Reklama:

„WSPOMNIENIA” Jana Lorenca

W roku 1982 nasze środkowe dziecko – Andrzejek, uważał i twierdził, że nigdy się nie ożeni w Słupi. Dla zmiany punktu widzenia wystarczyła młodziutka, piękna Bożenka, poza nią świat nie istniał. Paczyliśmy z żoną na tą wspaniałą miłość dwojga młodych ludzi z nutką pewnej nostalgii i zazdrości, wspominając czasy naszej młodości. Warto o tym pamiętać. Służenie sobie nawzajem nigdy nie powinno mieć końca.

Pewnego dnia, pięknego popołudnia nasi zakochani zjawili się z bukiecikiem kwiatów, co świadczyło, że ostatni ptaszek wyfrunie z domowych pieleszy. Zadowoleni, uśmiechnięci wyraziliśmy pełną aprobatę dla ich zamiarów. Myślę, że nie byli zestresowani widząc naszą radość. Był jednak stan wojenny. Istniał rygorystyczny zakaz organizowania wszelkich zgromadzeń. Z tytułu wykonywanej pracy miałem przepustkę na całą sieć PKP. Zgodę na urządzenie wesela z imiennym wykazem gości wydawał Urząd Gminy Baranów i tego należało ściśle przestrzegać. Milicja przyjechała sprawdzać, ale byli bardzo delikatni i dlatego potraktowano ich jak gości weselnych z jedzeniem i piciem włącznie. Naczelnikiem UG był pan Stasiak, urlopowany pracownik PKP. Dlatego ze zgodą nie było kłopotu.

Z czasem przybyło nam jednego wnuka więcej o imieniu Radek. Synowa Bożena podjęła pracę na stacji Ostrzeszów i to już cała rodzina, jak to mówią była na PKP. Zaś małym Radkiem opiekowały się babcie – Andzia lub Jadzia. Bez kochanych babinek ani rusz. Przy dzieleniu i nadaniu działek na księżej ziemi, powierzchnia działki wynosiła 25 arów. Ze względu na bardzo dużą ilość chętnych działki po lewej stronie wytyczonego osiedla podzielono na połowę. W ten sposób młodzi Lorence wykupili od gminy odciętą połowę działki państwa Tomalików. Młodzi okazywali dużo zapału do budowy. Będąc kiedyś w Łasku miałem okazję i załatwiłem cegłę silikatesową – białą, na cały dom. Wysłana wagonem trafiła do stacji Słupia gdzie własnym transportem zwieziono ją na plac budowy. Teściu syna był kierownikiem cegielni w Słupi i dlatego cegłę na kominy załatwił we własnym zakresie. Wapno – 7,5 tony przywieziono samochodem ciężarowym z wagonu, ze stacji Kępno Zachodnie, bezpośrednio na plac budowy i zaraz lasowano. Dom w stanie surowym budował teściu syna – Bolek i jego kolega Zimoch z Joanki. Cały ogrom pracy wykończeniowej należał do Bolka. Tego podarunku pracy nie da się przeliczyć na żadne złotówki. Zresztą bardzo dobre i szczere serce ojca dla Bożenki nigdy by tego nie zrobiło. Zaciągnięta pożyczka – 1 milion złotych na szczęście została spłacona tuż przed galopującą dewaluacją złotówki. Zewnętrzne malowanie ścian po kilku latach od pobudowania domu prawie w całości wykonywała Bożena. Później rodzinka młodych powiększyła się jeszcze o córkę Agnieszkę i syna Szymona. Ten ostatni przyszedł na świat jak byliśmy po raz pierwszy z moją żoną na wczasach NRD – jako wymiana kolejarzy PKP i DR. Było pięknie, tym bardziej, że potrafiłem się dogadać z napotkanymi prywatnie Niemcami. Rozmowy o polityce – odpadały. Tak byli tresowani i wystraszeni przez ich UB, czyli Stazi. Polacy tam powtarzali: Tu wszystkiego jest pełno, wszystko można kupić, tylko nie wolno, ale to absolutnie źle mówić o władzy. W Polsce można mówić wszystko, ale kupić prawie nic. Kierownicza rola partii dobiegała końca (wirtualnie), ale bonzowie obsadzili swoimi ludźmi wszystkie newralgiczne przyczółki w bankach i całej sferze gospodarczej. To czysta wyprzedaż i zabór prawie całego dorobku narodu polskiego. Zrobili to czerwono – kolorowcy, prawdziwi niepolacy. Życie rodzinne nie wymagało korekty, płynęło wolno i szczęśliwie.

Mieszkający po sąsiedzku z synem Andrzejem Tadzinek Woźniak – człowiek bardzo dobry, uczynny i skory do pomocy w każdej sytuacji. Taki prawdziwy sąsiad jak wielu ludzi by sobie życzyło. Stolarz z zawodu, ażeby sobie dorobić po pracy zakupił elektryczną heblarkę. Przy podłączaniu jej do prądu wał heblarki rozleciał się w kawałki. Jeden z nich uderzył Andrzeja w głowę na linii oczu. Jedno oko wypłynęło na miejscu, cały nos połamany, a drugie oko bardzo mocno uszkodzone. Pogotowie zawiozło go do szpitala w Kaliszu. Na operację czekał 1,5 godziny – brak anestezjologa. Samą operację przeprowadziły: okulistka ordynator – pani Dziedzic i pani laryngolog, która składała kości nosa na małym palcu włożonym do niego przez oczodół lewego oka. Syn przytomności nie stracił. Po wybudzeniu powtórzył całą rozmowę lekarzy. Pytał o małą żółtą plamkę która pozostała w prawym oku. To była ta drobinka nadziei, że cokolwiek może widzieć. O wartości tej plamki dowiedział się po cichu od pielęgniarek. Jego wątpliwych wypowiedzi o dalszym życiu nie będą tu powtarzał. Rana szybko się goiła – scalało ją 37 szwów, pięknie wykonanych, po mistrzowsku przez w/w panie. Przez prawie 3 tygodnie, bez przerwy, w dzień i noc, ktoś z rodziny był przy Andrzeju. Nadszedł decydujący dzień zdjęcia bandaży. Radość była ogromna bo wskazał gdzie jest okno. Jego kuzyn Stefek z Golęczewa załatwił wizytę w klinice pani dr Pcolt – światowej sławy okulistki. Potwierdziła ona z gronem czterech profesorów diagnozę pani Dziedzic z Kalisza. Jakie to były koszty poniesione przez rodzinę Zamiarów nikt się nigdy nie dowiedział. Samo dostanie się do pani Pecolt graniczyło
z cudem. Ten Stefek to syn Witolda z prokuratury. Żona jego Irka z całą swoją przepiękną osobowością wpisała się bez reszty w środek promieniującej dobroci. Mimo prześladującej jej choroby nigdy nie narzeka i nie zmniejsza opieki nad dwójką wnuków. Ostatnio jednak bardzo przygnębiona zawirowaniami zdrowotnymi ukochanego Stefka. Bardzo to przeżywa. Z tego prawdziwego opisu wynika jedno zadanie dla potomnych „Szczęście musicie stworzyć sobie sami, a Bóg będzie zawsze z wami”. Andrzej widzi bardzo słabo – I grupa inwalidzka do końca życia. ZUS wypłacił mu tylko 10 tyś zł. Po odwołaniu sporządzonym przez jego kuzyna Bogusława Zająca z Warszawy wypłacono mu dodatkowo 40 tyś zł. Prawniczo napisane odwołanie i dobre uzasadnienie zaskutkowało. Miało to bardzo duże znaczenie psychiczne dla poszkodowanego. Takich felernym heblarek według „Dziennika Ludowego” wyprodukowano 3500 sztuk, które przy nominalnych obrotach rozlatywały się w drzazgi.

Updated: 19 maja 2015 — 20:35
Reklama:

Nasza prasa obejmuje swym zasięgiem cały powiat kępiński (gminy: Baranów, Bralin, Kępno, Łęka Opatowska, Perzów, Rychtal i Trzcinica). W skład tej grupy mediów wchodzi dziennik - portal ziemiakepinska.pl i gazeta drukowana - czasopismo "Ziemia Kępińska".
Na terenie powiatu działają jeszcze inne lokalne media (innych wydawców): Kepnianie.pl, Twój Puls Tygodnia, Tygodnik Powiatowy, Radio Sud, Gazeta Bezpłatna Kurier Lokalny Powiatu Kępińskiego, Tygodnik Kępiński. Polecamy również zaprzyjaźnione forum Kympno.pl
Ziemia Kępińska © 2014
Frontier Theme
Przeczytaj poprzedni wpis:
biblioteka-plakat
Noc Bibliotek w Kępnie

W sobotę 30 maja 2015 r. Samorządowa Biblioteka Publiczna w Kępnie zaprasza na ogólnopolską Noc Bibliotek . Pełną atrakcji wieczorną imprezę...

Zamknij