Ziemia Kępińska

Prasa lokalna - Kępno i okolice

Reklama:

„WSPOMNIENIA” Jana Lorenca

Przed nami stał zamiar budowy nowego domu mieszkalnego. Zamówiony rysunek na dom po wygraniu 5 trafnych w totolotka zmieniłem. Poprosiłem architekta o dorysowanie piwnicy. Pieniądze te wystarczyły na pobudowanie chałupy w stanie surowym i wytynkowanie. Hipoteka nie była przepisana na żonę. Był tylko otwarty testament. Dzięki życzliwości całej rodziny rozprawa o spadek zakończono w ciągu tygodnia, a przyznaną pożyczkę 100 tyś zł kredytu w ciągnięto na hipotekę. Żwir na pustaki i na budowę domu był wożony ze Szpigla, z pola mojego brata, tak się nazywały pola w pobliżu Młynarki. Żwir nawet z głębokości 2,5 metra wrzucano łopatami na wozy konne. Chętnie wozili, ładowali
i rozładowali, brat Franciszek, Stanisław, szwagier Jan i wuja Grzesiu. Pustaki robiła ta sama ekipa co na dom gospodarczy. Podlewała, czyściła i zwoziła na sztaple jak zwykle moja niezmordowana żona. Nigdy nie narzekała, że jej naprawdę ciężko i to bardzo rzeczywiście było. Pożyczkę z Banku Narodowego można było dostać tylko na obiekty gospodarcze, miały one pierwszeństwo. Żona zawiadowcy stacji Kępno pracowała jako kontroler finansowy w banku i jej poparcie wystarczyło do udzielenia kredytu domu mieszkalnego. Wniosek jednak trzeba było umotywować koniecznością rozwalenia starego domu ze względu na częste choroby dzieci. Był on bardzo zagrzybiony. Pustaki na piwnicę – dźwigary czternastocentymetrowe, na wszystkie sufity i cegła dziurawka i drut zbrojeniowy. Zaś wszystka prawie cegła pochodziła z Wieruszowa, Ostrzeszowa, a na kominy ze Słupi. Cement natomiast bez stania w kolejkach zakupiłem w Wieruszowie. GS Baranów sprzedawał po 250 kg na jedną osobę. Było także zlasowane wapno w miejscu gdzie stoi duży orzech i szambo. Osiem ton wapna lasowano ręcznie przy udziale żony i dzieci, a woda dostarczana była w beli, nalewana ręcznie z glinianków i przepychana siłą ludzką pod miejsce lasowania. Wapno dowieziono samochodami ze stacji PKP Janinów.

Wspaniała wiosna 1972 zachęcała do wczesnej rozbiórki ponad 100 letniego domu. Dnia 8 marca w Święto Kobiet rozpoczęliśmy rozbiórkę starego domu. Łóżko babci przeniesiono do kuchni w domu gospodarczym, a nasze rozebrane i pierzyny wynieśliśmy na strych gospodarczy. Codziennie były przynoszone do spania w kuchni. Tutaj też gotowano i jedzono śniadania, obiady i kolacje. 11 marca przyszedł mróz – 8 stopni, na dwa dni przerwano pracę. Dobre i zdrowe cegły czyszczono i ustawiono wzdłuż płotu Mikołaja Skąpskiego na ogrodzie. Gruz i zgrzybiałe cegły wywożono do dziur na drogę, na ogrodzie. Drogę równali: Hendrys Stanisław, Kamiński Wacław i Mejza Marian. Część gruzów wywożono na podwyższenie brzegu glinianek, resztę na dróżkę przejazdową przez łąkę do naszego pola. Dla wyrównania drogi na ogrodzie bracia przywieźli kilka wozów popiołu z cegielni. Czarną ziemię z piwnicy wywieziono na ogród i rozplanowano. Głębokość piwnicy w ziemi od ulicy około 70 cm, od podwórza około 30 cm. Głębokość fundamentów 60 cm, szerokość także 60 cm, a szerokość fundamentu pod ścianę wiązarową 80 cm. Przy kopaniu fundamentów pracowało siedmiu ludzi. Zaś bracia Franciszek i Stanisław na przekładni wóz wywozili urobek. W ciągu jednego dnia był wykopany, w dniu następnym cały zalany. Mieszałka zrobiona przez Mariana Mejze posiadała 13 pazurów, które w ciągu 5 minut rozmieszały 50 kg cementu, żwiru i wapna. Na trzech taczkach rozwożono beton do fundamentów. Cement był rumuński, 1 / 4 – był bardzo silny. Lewy narożnik od ulicy i Borowskiego zasilony został zbrojeniem ze względu na myjkę. Rusztowania były drewniane. Słupy narożnikowe bardzo silne i służyły do końca budowy. Umowa opiewała na 20 tyś zł od całości. Piwnicę trzech murarzy zbudowało w niecałe 3 dni, parter też 3 dni, a piętro 3,5 dnia. Pod każdą kondygnację postawiono po połówce wódki przy śniadaniu. Kompotu do picia było pod dostatkiem, piwa nie podawano, jedynie oranżadę. Rusztowania pod sufity dla położenia dziurawki robił pan Stanisław Lenart z Janków. Na piętro materiał ciągnięto wciągarką, zrobioną przez Leona Małolepszego i Mariana Mejze. Miała jednak zbyt wolne obroty i dlatego na grubym słupie uwiązano silny drąg ruchomy i na nim podawano 15 cegieł lub duże wiadro zaprawy i kierowano je bezpośrednio do murarza, który towar potrzebował. Jadzia z Jankiem obsługiwali cały dół – zaprawa i cegła, 3 murarzy i 3 robotników. Ażeby dostać dach trzyspadowy trzeba było wciągnąć szlakę z 15 wozów konnych. Szlaka pochodziła z Kępińskiej parowozowni. Złożona była na podwórzu Leona Małolepszego i całą zimę 1971 / 72 była polewana wodą. Wygarowała bardzo dobrze i nałożona na nią warstwa betonu nigdy nie popękała, a zakładał ją z nałożeniem papy włącznie pan Kamiński Józef, ojciec Jasia Kamińskiego – także pracownik PKP rejonu budynków Kępno. Zawiadowcą tego rejonu budynków był pan Cieślik. W trakcie budowy parteru i piętra, brat żony Stefan dbał o porządek na całym placu budowy. Gruz wywoził na swoje miejsce, a cały plac pięknie zagrabiał. Murarze to podziwiali. Okna zakupiłem w GS Kępno, a okno z drzwiami wyjściowymi na taras oraz wejściowe do domu robiła spółdzielnia rzemieślnicza w Mroczeniu. Okna do piwnicy wykonał sąsiad z ogrodu – pan Kamiński Wacław. Zaś wszystkie schody betonowe: wejściowe do piwnicy i na piętro – pan Bolesław Tomalik, ożeniony u Michalczyka na działkach. Jego córka Bożena została naszą synową. Jak tylko zrobiono dach to chłopaki którzy nocowali u sąsiadów Borowskich wrócili spać do piwnicy. Także z noclegów u cioci Stasi wróciła do sypialni bez okien w piwnicy córka Dorota, ale ważne że u siebie, że u mamy. Płyty na podłogę jako częściowo wybrakowane otrzymałem z zakładu płyt wiórowych z Wieruszowa. Zostały obiecane mi przez kierownika zakładu oraz czynnik polityczno – społecznego powiatu wieruszowskiego z MO
i prokuraturą włącznie. Wyraziłem pisemną zgodę na jazdę całych pociągów na budowę tych zakładów. Zamiast zwozić materiały samochodami ze stacji. Wkrótce wezwano mnie na przesłuchanie do MO Wieruszów. Odmówiłem zeznania, a komendant MO przywiózł mnie pod sam dom. Przy układaniu płyt w piwnicy sześć z nich przewróciło się na nogi mojej żony, która przez dwa tygodnie nie potrafiła się samodzielnie poruszać, było to bardzo bolesne. Płyty te przywiózł furmanką konną brat Franciszek, który jako bardzo dobry człowiek nigdy nie odmówił mi pomocy. Nigdy też nie byłem wstanie fizycznie odrobić: jeden dzień pracy konnej liczono jako trzy dni pracy fizycznej człowieka, a tych furmanek konnych przy budowie domu gospodarczego i mieszkalnego była niezliczona ilość. Był to człowiek któremu bardzo dużo mam do zawdzięczenia. Niechaj te słowa będą podzięką dla Niego i pochwałą dla Jego rodziny – to mu się naprawdę należy. Jeżeli do tego dodamy jego chorobę, astmę od 18 roku życia, to ciągłe łapanie powietrza i pompowanie środka rozkurczającego to widzimy człowieka na wskroś dobrego. Nie ważne, że cierpiał – ważne że mógł komuś pomóc. To cały mój brat Franciszek – świeć Panie nad Jego duszą.

Najstarszy synek Piotr będąc dyżurnym ruchu doczekał się bez odbycia służby wojskowej przeniesienia do rezerwy. Całą sprawę załatwił referat wojskowy oddziału ruchowo – handlowego w Ostrowie Wielkopolskim. Istniały takie możliwości bo w PKP brakowało dyżurnych ruchu. Wszystkie podłogi z płyt na parterze wykonał bardzo dobry stolarz – Leon Kocera z Osin. Jego dokładność czasem mnie denerwowała. Pod płyty wylewano i rozprowadzano środek izolujący. Dnia 31 października 1972 roku oficjalnie wprowadziliśmy się do nowego domu, ale do zrobienia było jeszcze całe piętro. Wszyscy się cieszyli – cała moja i żony rodzina. Do spłacenia długu pozostało jednak „tylko” 100 tyś zł, to była bardzo duża suma. Raty były płatne: wiosenna – mniejsza, jesienna –
z oprocentowaniem. Stopa procentowa to 3%, a później na naszą prośbę zmniejszono ją do 2%.

W czerwcu 1977 odbyło się wesele Marianny Bąk i Piotra Lorenca – w domu młodej Pani. Kucharką na weselu była moja siostra Terenia. No i najstarszy ptak wyfrunął z gniazda. Tam po sąsiedzku ich domu znajdowała się działka rodzinna z nieuregulowanym statusem własnościowym. Działka podlegała wykupieniu od poprzednich członków rodziny. Na domową naradę zjawili się wszyscy zainteresowani. Cenę uzgodniono i zapłacono. Działka została sądownie przepisana na młodych Lorenców. Wkrótce na stacji Hanulin wyłączono 60 tonowy wagon z cegłą kratówką dla GS Łęka Opatowska z powodu uszkodzenia tego wagonu. Należało go rozładować na stacji Hanulin. Koszt przewozu cegły traktorami do Łęki był ogromny. Skorzystałem więc z okazji i legalnie cegłę młodzi wykupili. Zwieźli ją moi bracia furmankami. Piwnica według młodych powinna być z kamienia. W rozmowie z panią Anią – pracownikiem finansowym stacji Kępno, dowiedziałem się, że ona może taki kamień załatwić. Byłem jednak zielony w tej materii. Murarz od układania kamieni podał werdykt, że potrzeba około 30 ton. Nie trwało to jeden miesiąc i kamień nadszedł ze Strzegomia – super piękne bryły. Rozładunek był ciężki, wozacy ci sami. Dodatkowo zatrudniliśmy pracowników pogotowia śniegowego z traktorem i przyczepami – cztery godziny i było po rozładunku. Pani Ania załatwiła kamień w podzięce za przyjęcie jej syna epileptyka do pracy w informacji kolejowej (dobro okazane wraca podwójnie). Pani Ania i jej szwagier – spedytor w Strzegomiu dostali po dużym bochenku chleba z własnego domowego wypieku (z sabatnika wybudowanego przez pana Przybyłę w naszej piwnicy) oraz po 1 kg masła – to wyrób od naszej krasuli, która po wycieleniu dawała około 25 litrów mleka dziennie. Cały dom wyżywiła – co przy podanym wyżej zadłużeniu stanowiło dla nas prawdziwe koło ratunkowe. Co roku 700 kg żyta i 150 kg pszenicy braciszkowie wozili nam na przemiał do wodnego młyna we Wieruszowie. Raz na około 10 – 12 dni mama żony, a potem żona samodzielnie dokonywała wypieku. Wszystko wg starej receptury. Dla dzieci musiał być taki mały chlebek – poskrobek. Ażeby taki chleb upiec to trzeba było jednorazowo spalić dwa małe naręcze drzewa długość około 50 cm. Dziś taki wypiek robi chyba jako jedyna w wiosce nasza sąsiadka – pani Dorota Borowska, ulica Dworcowa 18.

Lorence w Krążkowych zezwolenie na budowę domu otrzymali w listopadzie 1979 roku. Czarną ziemie także z piwnicy i fundamentów wywoziły dwa ciągniki ze spółdzielni kółek rolniczych Osiny. Całe prace trwały tylko 2 dni. Zaś zalane fundamenty nakryto grubo pustymi workami po cemencie.

Wiosną 1980 roku byłem na wycince w lesie koło stacji Domanin. Dla przygotowania stempli potrzebnych na budowę. Wycinka trwała 7 dni. W drugiej połowie marca rozpoczęto budowę piwnicy. Wybudowanie samych murów z kamienia trwało 10 dni. Zaś łupanie kamienia młotem 5 – cio kilogramowym, te całe 30 ton czułem w ramionach przez dobre 2 lata. Natomiast parter pobudowano w ciągu 3 dni.

Dnia 4 lipca 1978 roku urodziła się Ania – spokojne, ciche dzieciątko i taka jest po dzień dzisiejszy. Lustrzane odbicie swojej mamy – jaka mać taka nać. Stanowcze, dobre, życzliwe i na skroś pracowite. Ostateczna przeprowadzka na swoje zamknęła się datą 25.01.1982 r. Instalacje elektryczną zakładał Andrzej, którego udział w budowie był znaczący. Odjazd ze Słupi 5.20, powrót 19.10. Często przywoływany jest smak pieczonego koźlaka. Przysmak ten robiła mama Maryli.

Stacja Łęka Opatowska była dla naszych dzieci jakby przystanią życiową. Piotruś tutaj spotkał swoje przeznaczenie – Marylkę. Dorotka spotkała swojego Michałka. Zanosiło się na trzecie takie spotkanie Andrzeja z Elą, ale do tego nie doszło. Każdy z naszych dzieci dobierał sobie tą drugą połówkę według własnego uznania i zasady „jak sobie pościelisz tak się wyśpisz”. Pewnej niedzieli zjawił się u Dorotki kawaler na motorze. Zachowanie miał nienaganne, ale włosy … „modne”, które małżonka skwitowała: „Ale mu pasują do twarzy. Fajny chłopak, może być”. Pełna uznania akceptacja dla Doroty za wybór chłopaka. Najważniejsze, że był po wojsku, w dodatku starszy kapral i że pracował na PKP. Ciągłość pracy po linii kolejowej zostanie zachowana. I tak: Zając Marcjan, jego syn Zając Stefan, jego zięć Lorenc Jan, jego wnuki Lorenc Piotr, Lorenc Andrzej oraz jego wnuczka Lorenc Dorota. Za tą trójkę dzieci otrzymaliśmy z żoną złote medale „Przodujący kolejarz” wraz
z listem pochwalnym. Jednak nikt z naszych ośmiu wnuków nie poszedł śladami swoich rodziców.

Wesele Doroty i Michała odbyło się 30 sierpnia 1980 roku na sali strażackiej w Słupi. W tym dniu doszło do porozumienia miedzy „Solidarnością”, a rządem PRL. Wtedy to wpuszczono „Solidarność” w kanał bez wyjścia. To był początek i koniec wolności klasy robotniczej. Wyścigowcy uwiązani byli dokładnie na paskach zdrajców i renegatów wierchuszki partyjnej i rozwietki. Zdobytą przestrzeń wolności zagospodarowali niepolacy. Często nakładające się specjalne prowokacje zdążały celowo do zaplanowanego wprowadzenia stanu wojennego. Po wprowadzeniu stanu wojennego odsunięto od władzy
w związkach nurt patriotyczny i nurt wolnościowy. Okrągły stół i spotkanie w Magdalence dokładnie załatwiło wszystkich uczciwych Polaków z wyjątkiem ludzi najbardziej ubabranych – w katowanie, mordowanie patriotycznej części Polaków. Ten okrągły stół zapewnił im bezkarność do dnia dzisiejszego. Na grzbietach pałowanych robotników wjechali na szczyty władzy, a obecnie w pospiesznym pociągu zdążają do zatracenia ojczyzny, do nowego zniewolenia, do dyrektoriatu nowego państwa, który zniewoli najbiedniejsze narody. Elyty zatraciły swój instynkt samozachowawczy i powinni znaleźć się w takim miejscu na jakie zasługuje każdy zdrajca.

Wesele Doroty i Michała zorganizowali rodzice młodych. Na weselu kucharkami były: pani Szlezingier z Joanki i matka chrzestna Dorotki – ciotka Terenia. Cała zaś obsługa złożona była z chętnych do wzajemnego, bezinteresownego odpracowania. Takie wzajemne współ świadczenie usług zmniejszało koszty wesela i zwiększało pozytywne relacje między mieszkańcami wioski. Obsługa poprawin należała już do młodych. Oprócz dotychczasowych gości weselnych musiały być obecne kucharki i cała obsługa i to koniecznie z mężami. Ta wspaniała, wzajemna życzliwość pomału zanika. Coraz częściej młodzi powierzają urządzenie własnego wesela firmie usługowej. Jest to bardzo wygodne, jednak niekoniecznie tańsze, zwłaszcza dla tych, którzy dysponują własnym towarem konsumpcyjnym. Na wspomnianych poprawinach rodzice młodych mają prawo sobie trochę więcej łyknąć bo na samym weselu należy trzymać gardę. Belowym był ojciec młodego pana – Kaziu, który dawkował doskonale – od tak, pod humorek. Mnie to się bardzo podobało. Było wesoło i serdecznie. Zaś za 9 miesięcy zostałem jak to się mówi prawdziwym dziadkiem bo urodził się wnuk Rafał. Michał nauczony pracy na roli nie czekał na oklaski, tylko samodzielnie brał się do roboty. Dla usprawnienia pracy zakupił wyremontowany ciągnik w Olszowej – czeski Zetor 25. Narzędzia do niego podorabiał. Wóz kupiliśmy na „szczęściu” – to takie prywatne, duże gospodarstwo z pełnym dobrobytem i domkami jednorodzinnymi. Jak na owe czasy to ewenement. Zakupiony wóz służy po dzień dzisiejszy. Później kupili „Warszawe” – samochód bardzo praktyczny, przydatny w gospodarstwie. Potrzebny garaż do samochodu tata Michała jako mistrz murarski wraz ze swoim synem pobudowali. Odtąd zboża koszono snopowiązałką, to była dopiero ulga. Michał bardzo lubił się bawić warzywami co przynosiło wymierne korzyści, np. 15 marca flance kapusty były już posadzone na ogrodzie – bardzo się to opłaciło. Nasza kochana babcia – moja teściowa, zaczęła coraz bardziej podupadać na zdrowiu. Miałem od niej wyraźną zgodę, że mogę przy niej wszystko robić tylko nie ubierać do trumny. Zmarła 15 maja 1983 roku, w wieku 88 lat. Jesteśmy jej wdzięczni po dzień dzisiejszy, za wszystko dobro jakiego doświadczyliśmy od niej. Życzę wszystkim czytającym to uznanie, ażeby ich potomni mogli o nich powiedzieć to samo.

Updated: 19 maja 2015 — 20:35
Reklama:

Nasza prasa obejmuje swym zasięgiem cały powiat kępiński (gminy: Baranów, Bralin, Kępno, Łęka Opatowska, Perzów, Rychtal i Trzcinica). W skład tej grupy mediów wchodzi dziennik - portal ziemiakepinska.pl i gazeta drukowana - czasopismo "Ziemia Kępińska".
Na terenie powiatu działają jeszcze inne lokalne media (innych wydawców): Kepnianie.pl, Twój Puls Tygodnia, Tygodnik Powiatowy, Radio Sud, Gazeta Bezpłatna Kurier Lokalny Powiatu Kępińskiego, Tygodnik Kępiński. Polecamy również zaprzyjaźnione forum Kympno.pl
Ziemia Kępińska © 2014
Frontier Theme
Przeczytaj poprzedni wpis:
biblioteka-plakat
Noc Bibliotek w Kępnie

W sobotę 30 maja 2015 r. Samorządowa Biblioteka Publiczna w Kępnie zaprasza na ogólnopolską Noc Bibliotek . Pełną atrakcji wieczorną imprezę...

Zamknij