Ziemia Kępińska

Prasa lokalna - Kępno i okolice

Reklama:

Wspomnienia z czasów wojny

Kolejną osobą, która podzieliła się z nami swoimi wojennymi przeżyciami jest Maria Warzecha – Czarnecka. Pani Maria urodziła się w Kępnie i tu przeżyła II wojnę światową.

Obecnie mieszka we Wrocławiu ale chętnie odwiedza miasto swojego dzieciństwa i młodości. Zazwyczaj (podczas przyjazdów do Kępna), w swojej ulubionej restauracji spotyka się z przyjaciółmi, by podzielić się bieżącymi sprawami oraz powspominać stare dzieje. Na kępińskim cmentarzu leżą jej najbliżsi, o których zawsze pamięta. Pani Maria to kobieta z wielką charyzmą. Mimo swojego wieku nadal jest czynna zawodowo i chętnie udziela się w stowarzyszeniach. Poniżej prezentujemy list w którym opowiada o swoich traumatycznych przeżyciach z Kępna.

„Wspomnienia z mojego dzieciństwa”

Na rok przed wybuchem II wojny światowej zginął mój ojciec z rąk tych, którzy tę wojnę przygotowali i fanatycznie do niej parli. W 1939 roku skończyłam 4 lata. Zapamiętałam sporo z istotnych spraw towarzyszących tym historycznym dla mojego kraju wydarzeniom. Widziałam i słyszałam złowrogie bombowce i walkę powietrzną nad naszymi domami, na przedmieściu Kępna, w drodze na Wieluń.

Od początku było ciężko.
Mama nasza wyprawiała wojskowych urzędników kolejowych do ucieczki wydając im nasze rodzinne rowery. Wyłapano ich w kilka godzin 1 września. Wpakowano do prowizorycznego obozu jenieckiego.
Mama wyposażyła ich przez druty w chleb i papierosy, zanim ich wywieziono.

Sporo mieszkańców przedmieścia pochodzenia niemieckiego witało kwiatami armię Wehrmachtu. Mama ostrzegała, że okupacja nie będzie kwiecista dla Polaków. Urodzona Warmianka dobrze znała ich działania
okresu plebiscytowego. Już 3 września, kiedy szukano ojca by go stracić, nie znalazłszy go wśród żywych aresztowano matkę. Czwórka dzieci została sama w domu. Starsza siostra dobrze wiedziała czym zajmował się ojciec – starszy posterunkowy służby śledczej granatowej Policji. W obawie przed rewizją spalono wszystkie dokumenty ojca. Dwunastoletni brat biegał szukać coś do jedzenia. Znalazł kuchnię polową i karmił nas grochówką, komyśniakiem i kawą zbożową w kostce. Mama wróciła po 3 dniach, uratowała ją olsztyńska metryka z miejscem urodzenia. Przesłuchujący ją Niemiec także pochodził z Olsztyna i zasugerował mamie brak orientacji w działaniach służbowych
męża. Zwolniono mamę, a że znała niemiecki, spieszno pokazano jej gest powrotu do dzieci i odwieziono łazikiem. Sąsiedzi bardzo źle przyjęli ten gest.

Maria Warzecha - Czarnecka z mamą

Pani Maria z mamą. W tle cała oficyna z piwnicą, obok po lewej stronie budynek frontowego punktu sanitarnego.

Konspiracja
Tymczasem w domu rodzinnym edukacja nakazywała nam milczenie, udawanie że się nic nie wie i nie rozumie. Od razu wywożono sąsiadów tych inteligentnych. Nasz dom zapełnił się ich meblami, książkami i różnym dobytkiem, który po wojnie odbierali. Kto się nie spieszył z odbiorem tracił wiele na rzecz krasnoarmiejców w 1945 roku. Udało się ocalić szereg książek, które pozwoliły nam, dzieciom na zaglądanie do nich. Często były przykrywane niemieckimi książkami o które zabiegali nasi niemieccy sublokatorzy. Dzięki nim było w domu radio. Podczas ich nieobecności okoliczni sąsiedzi zbierali się o godz. 13 na BBC. Pamiętam jak charakterystyczne „bum, bum” kazało wykurzać dzieci z sąsiedztwa. Jak mama oddała sypialnię choremu AK – owcowi, by potem bezpiecznie odtransportować go do lasu.
Ja byłam często przykrywką w sytuacjach konspirowania działań. Szmugiel rąbanką był kamuflowany majówką w konnej bryczce. Roznosiliśmy prowiant i wiadomości po domach w sąsiedztwie. Policjantów miejscowych łatwo było przekupić.

Wszędzie było niebezpiecznie
Pod koniec 1944 roku mieszkańcy Kępna, wrócili z kopania okopów na wschodzie i opowiadali jaką falą parła Armia Czerwona na zachód.
Przedmieście nasze przygotowywało się do działań frontowych. Młodzi oficerowie zainstalowali w naszej jadalni karabin maszynowy. Zerwano firany, zabito głodnego kota, powybijano szyby. Pamiętam ogromne tabory Niemców uciekających od Opola i Kluczborka, wozy konne, pieszych, auta. Ciężarówki pod eskortą zajmowały całą jezdnię a nawet chodniki. Posuwali się z małymi przerwami, wpadali pod wodę, bali się panicznie Iwana.

Miałam już 9 lat. Brat na wojnie uciekł do bauera i dostał się do aliantów. Mama wysłała nas, dwie młodsze na wieś, w trosce o nasze bezpieczeństwo. Sama pilnowała dobytku i mieszkania wraz ze starszą siostrą.
W pobliskiej wiosce przeżyłyśmy z siostrą koszmar nocy. Syn niemieckich ziemian Manfred Tszuszke powołany do Luftwaffe zrzucił skrzynie wybuchowe na dwór. Pożar, potężne detonacje z pobliskich Mianowic i dwóch zaprzyjaźnionych domów w mieście. Rozpoczęły się działania frontowe. Nie mogłyśmy zasnąć ze strachu u państwa Haglauerów i Wierdaków. Siostra w jednej nocy nauczyła mnie modlitwy „Pod Twoją obronę”. Ranek był słoneczny, pod przykrywką ślizgawki uciekłyśmy do domu, do mamy bojąc się o jej los. Bałyśmy się zostać sierotami. Boczne, polne drogi były puste. Dotarłyśmy do wiaduktu kolejowego – nasypu, który należało sforsować. Ominęłyśmy instynktownie stację kolejową. Nad głowami złowrogo świstały pociski. Pocieszałam siostrę, że to szybujące wrony wydają taki szum. Już zbiegając z wiaduktu wokoło syczały odłamki rozrywanych pocisków w śniegu. Na skróty dotarłyśmy polami do domu, ku przerażeniu mamy i niesprawnej siostry.

Wojenne piekło
Strzelanina rozpętała się na dobre. Budowana ziemianka w lodzie nie wytrzymała, kiedy waliły w nią pociski. Pod osłoną nocy pojedynczo uciekałyśmy do piwnicy w oficynie domu. Rozłożone pierzyny, suchy prowiant, ciepłe ubrania na kartoflisku budziły trwogę.
W niedzielne, słoneczne południe, 20 stycznia 1945 roku ucichły detonacje. Było nas 13 osób, w tym 6 dzieci. Obok naszego domostwa ostrzelano radziecki tank, załoga uciekła, 1 czy 2 skryło się w naszym domu od frontu, do podschodzia z zegarem wodnym. Byli oni poszukiwani przez Niemców. Nasza nieodległa piwnica stała się podejrzanym miejscem. Odsłoniono cichaczem belki i wrzucono do piwnicy granaty.

Tymczasem w piwnicy po wspólnej modlitwie poczuliśmy się głodni. Mama podeszła pod okno i przycupnęła pod nim, by rozdzielić nam chleb. Siostra kroiła go obok na balii, druga siostra u nóg mamy, ja obok. Na raz nastąpił potężny błysk i huk rozwalającego się gruntu nad naszymi głowami. Uratowało nas to, że byłyśmy nisko. Starszej siostrze rozwaliło nóż w ręce. Pana Jarczaka trafił granat, po czym skonał on oparty o beczkę. Sterczały mu oczodoły, a mózg został na ścianie. Nie mieliśmy gdzie uciekać. Drugi ranny zaczął krzyczeć, my ogłuszeni biegaliśmy po piwnicy. Siostra wyciągnęła nas, dzieci na schody. Byliśmy przyparci do ściany. Przez drzwi wpadały następne granaty, które poszatkowały drewnianą ściankę w liczne otwory. Czekając na następne granaty, siostra spostrzegła żołnierzy w niemieckich mundurach, gotowych do walki. Krzyczała po niemiecku: „Żołnierze co Wy robicie? Tu są dzieci i cywile!” Nastała cisza a po chwili krzyk: „alle rauss” i „ hende hoch”. Wyleźliśmy jak ogłuszone szczury. Dorośli usłyszeli komendę. Mama wyszła na końcu i powiedziała, że chce wyprowadzić rannego mężczyznę. Zapytali kto to? Mama powiedziała, że to krewny. Pod szpalerem granatów i karabinów
wyleźliśmy. Konfrontowali, czy obrośnięty mężczyzna to nie Rosjanin. Niewiele mówił po niemiecku, ale wypowiedział, że brat walczy tak samo jak oni. Miał całą głowę we krwi, którą mama owinęła mu w rezerwowe czyste prześcieradło. Uciekliśmy ogrodami do najbliższej wioski. Starsza siostra uwolniła z komórki psa, który towarzyszył nam w wygnaniu. W wiosce był lekarz, który opatrzył rany i zalecił usunięcie czym prędzej zranionego oka. Przyjęto nas w jednej z
chałup, jedyne łóżko oddano rannemu, my zaś leżeliśmy na podłodze odzyskując słuch. Poczęstowano nas kozim mlekiem.

Maria Warzecha - Czarnecka

Pani Maria siedzi przy oknie piwnicy zastawionej podkładami kolejowymi. Jest to oficyna zamieszkała przez p. Jarczaka, który w niej zginął.

Strach przed Armią Czerwoną
W poniedziałek 21 stycznia Armia Czerwona wkroczyła do miasteczka. Wracałyśmy pełne strachu o to, co też może nas spotkać. Potrzebna była natychmiastowa pomoc oraz leki dla rannego.

Wróciłyśmy do domu bez okien i drzwi, które zabiłyśmy deskami przed miejscowymi rabusiami. Pani Jarczakowa z córkami przygotowywała się do pogrzebu. Pierwsze pochówki odbyły się na cmentarzu ewangelickim. Na drogach leżeli zabici starsi mieszkańcy, których zmuszano do walki pancerfaustami na czołgi radzieckie. Drogami na pieszo od Sycowa wracali pierwsi wyzwoleni z robót niemieckich. Uświadamiali nas, że Rosjanie są bardzo łakomi na zegarki „czasy”, rowery i wszystko co określali „maszinku”. Tymczasem na cmentarzu ewangelickim kopano masowe mogiły dla wszystkich frontowych szczątków zwożonych wózkami. Pozbawione były one palców, wyłamywanych dla zdobycia pierścionków. Często też wyrywano im metalowe zęby. Potem całymi tygodniami musieliśmy oddawać część mieszkania na kwatery. Przygotowywaliśmy jedzenie, często w nocy bo się spieszyli pod Wrocław. Zostaliśmy okradzeni nawet z zawartości szaf, zwłaszcza odzieży. Zabierano nawet nasze dziecięce ubrania. Dopiero uspokoiło się, gdy w naszym domu zakwaterowali się sztabowcy. Mama musiała szyć białe worki do drewnianych walizek, które regularnie były odprowadzane na komendanturę w mieście. Z surówki bawełnianej starczyło dla mnie na sukienkę do I Komunii. Z rozpruwanych worków spożywczych z białego włókna sztrykowano sweterki oraz bieliznę. Miejscowy szewc robił z pasa transmisyjnego białe sandałki.

Trzeba żyć dalej
Od lutego ogłoszono rejestrację do szkół, a że był to już post, na dziedzińcu szkolnym odśpiewano „Wisi na krzyżu” i „Któryś za nas cierpiał rany”. Tak trzeba było leczyć powojenne rany i znosić wszystko, co nam zgotował los w naszej bezsile, na niektóre skutki tej wojny. Choć rany się zabliźniły, to nowe wyzwania przyniosły nam kolejne lata. Rejestruję z pamięci to co mnie i moich bliskich spotkało, bo pewnych wydarzeń się nie zapomina nigdy.

Powyższe wydarzenia miały miejsce w Kępnie, miejscu mojego urodzenia.

Maria Warzecha – Czarnecka

Maria Warzecha - Czarnecka

Maria Warzecha – Czarnecka

.

Reklama:

Nasza prasa obejmuje swym zasięgiem cały powiat kępiński (gminy: Baranów, Bralin, Kępno, Łęka Opatowska, Perzów, Rychtal i Trzcinica). W skład tej grupy mediów wchodzi dziennik - portal ziemiakepinska.pl i gazeta drukowana - czasopismo "Ziemia Kępińska".
Na terenie powiatu działają jeszcze inne lokalne media (innych wydawców): Kepnianie.pl, Twój Puls Tygodnia, Tygodnik Powiatowy, Radio Sud, Gazeta Bezpłatna Kurier Lokalny Powiatu Kępińskiego, Tygodnik Kępiński. Polecamy również zaprzyjaźnione forum Kympno.pl
Ziemia Kępińska © 2014
Frontier Theme
Przeczytaj poprzedni wpis:
Muzeum Ziemi Kępińskiej
Muzeum na ukończeniu

Oficjalne otwarcie muzeum jest zaplanowane 3 maja b.r., ale być może będzie funkcjonować już wcześniej - poinformował burmistrz Piotr Psikus...

Zamknij