Ziemia Kępińska

Prasa lokalna - Kępno i okolice

Reklama:

Do odważnych świat należy

Na łamach naszej gazety przedstawialiśmy już Piotra Biedę, artystę z Grębanina. Jak się okazuje nie jest to jedyny talent ziemi kępińskiej. Z Grzegorzem Michlakiem, rzeźbiarzem z Pomian, rozmawiam przy okazji przekształcania starej lipy w kapliczkę przy kościele filialnym w Drożkach.

Mężczyzna ma 36 lat i wprost zaraża pozytywną energią. Z jego twarzy nie schodzi uśmiech, a kiedy mówi o swojej pasji, jego oczy błyszczą. Podejrzewam, że gdyby nie fakt, że ma zlecenie do wykonania, mógłby rozmawiać ze mną przez cały dzień.

GRZEGORZ MICHLAK

Wychował się w Bukowie Śląskiej. W wieku 8 lat przeprowadził się z rodzicami do Wielkiego Buczku. Pochodzi z ubogiej rodziny. Po skończeniu szkoły podstawowej rozpoczął naukę w Technikum Mechanicznym w Kępnie. Niestety po upadku PGR-u jego rodzina znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Pieniędzy brakowało na wszystko, nawet na bilet miesięczny – wspomina pan Grzegorz. Dlatego też rzucił szkołę i w wieku 17 lat zaczął pracować. Zawsze był buntownikiem. Ciotka, która dostrzegła jego zdolności plastyczne, chciała go zabrać do Kędzierzyna Koźla i umożliwić mu naukę w szkole plastycznej. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, ale pan Grzegorz nie pozwolił, by ktoś nim rządził. W Wielkim Buczku mieszkał do dziewiętnastego roku życia, tam poznał przyszłą żonę, do której się przeprowadził. Do dzisiaj mieszka w Pomianach, gdzie można podziwiać jego prace. Jednak nie długo. Wkrótce przenosi się do Woskowic Górnych.

GRZEGORZ MICHLAKGRZEGORZ MICHLAKGRZEGORZ MICHLAKGRZEGORZ MICHLAK

Miałem dużo wolnego czasu i nie wiedziałem, co z nim robić. Któregoś dnia wróciłem z pracy, ściągnąłem gałąź z lipy. I tak zaczęło się moje rzeźbienie. Zrobiłem wtedy dwie śmieszne postacie Żydów. To było pięć lat temu – o swoich początkach opowiada Michlak. Potem wraz z żoną postanowili założyć własną firmę, stolarnię. Rozkręcanie własnej działalności rozwiązało problem dużej ilości wolnego czasu. Małżeństwo pracowało po siedemnaście, osiemnaście godzin dziennie, pożytkując całą swoją energię. Tworzenie poszło więc w odstawkę.  W styczniu tego roku robiłem porządki i natknąłem się na rozpoczętą pięć lat temu rzeźbę. Kupiłem dwa podstawowe komplety chińskich dłut za jakieś 100 złotych i zabrałem się do pracy – wspomina. Niedokończona rzeźba przekształciła się w dwudziestocentymetrową postać myśliwego. Za namową przyjaciół mężczyzna spróbował swoich sił w płaskorzeźbie. Tak się wkręciłem w rzeźbiarstwo, że zacząłem szukać innych artystów w Internecie. Potrzebowałem fachowych porad. Nie wiedziałem jakie dłuto kupić, ani co jeszcze będzie mi potrzebne – mówi. Pierwszym poznanym artystą był Mirosław Czeladka. Odwiedził go z żoną i córką. Tam kompletnie się wkręciłem w rzeźby – opowiada artysta.Kolejną wizytę złożył Zdzisławowi Gotfrydowi, który bardzo szybko zyskał jego uznanie i stał się autorytetem w dziedzinie rzeźbiarstwa. To samouk, amator, ale dla mnie pełni rolę guru. Moim zdaniem jest jednym z największych rzeźbiarzy w Polsce. Właśnie u niego zobaczyłem duże, dwu, trzymetrowe posągi. I od razu powiedziałem: ja chcę robić takie! – wyznaje. Gotfryd chwalił płaskorzeźby pana Grzegorza i namawiał go do doskonalenia się w tej dziedzinie. Mówił o niezbędnym sprzęcie, straszył wysokimi cenami. Płaskorzeźby mnie nie fascynują, chociaż wiem, że wychodzą mi świetnie. Do odważnych świat należy – stwierdza  Michlak – do wszystkiego powoli dojdę. Nie sądziłem jednak, że potrzebuję tak dużej sumy pieniędzy. Mam naprawdę podstawowy sprzęt wart sporo pieniędzy. Pasja okazała się silniejsza niż finanse. Początkujący rzeźbiarz zbierał pieniądze na auto, zdecydował się jednak kupić tańsze i zainwestować oszczędności w niezbędny sprzęt. Narzędzia były, brakowało doświadczenia i drewna. W Woskowicach przewróciła się topola. Załatwiłem u sołtysa, żeby przewieźli ją do mnie. Z największego kawałka, około czterometrowego, spróbowałem wyrzeźbić św. Krzysztofa. Zajęło mi to dziesięć dni. Wtedy myślałem, że stworzyłem piękną rzeźbę – śmieje się mężczyzna. - Ludzie przychodzili oglądać i też byli zafascynowali.

Przełomowym momentem w rzeźbiarskim życiu było sympozjum w Kargowej. Spotkało się tam około pięćdziesięciu artystów. Każdy wybiera sobie stanowisko i drewno. Pracujemy całe dnie. W tym roku byli tam też Niemcy, Łotysze, Litwini, Ukraińcy, nawet jeden Kanadyjczyk – relacjonuje pan Grzegorz.  Wyjazd był doskonałą okazją do nauki. Kupiłem pełno dłut, innych narzędzi, ale nie wiedziałem, jak tego używać – wyznaje. Starsi rzeźbiarze chętnie dzielili się swoimi doświadczeniami, nie szczędzili porad. Przez pięć dni nauczył się dużo więcej, niż przez pięć miesięcy rzeźbienia. Do nauki wystarczy obserwowanie innych przy pracy. Wtedy pan Grzegorz widzi, gdzie przyłożyć dłuto, jak je trzymać.

Kolejnym ważnym wydarzeniem będą odwiedziny w Węglewie. Pierwszego września jadę się sprawdzić – mówi. -  Jest tam Muzeum Zapomnianych Zawodów i Tradycji i właśnie w tym temacie przez tydzień mamy stworzyć około dwu i półmetrową rzeźbę. Pierwszy raz będę robił tematyczną rzeźbę. Powiedziałem sobie, że zrobię kołodzieja. Bardzo trudna postać, ale do odważnych świat należy.

Do Drożek artysta przywiózł ze sobą niezbędne narzędzia. Poza tradycyjnymi dłutami o różnych rozmiarach zdziwiła mnie obecność wielu elektronarzędzi. Trzy piły, pilnik elektryczny, skrobak, frezarki i szlifierki. Przy dużych rzeźbach rzadko używamy dłut. Prawie wszystko robimy piłą i elektronarzędziami. Na przykład Niemcy w ogólne nie używają dłut – opowiada pan Michlak. Rzeźba to wyzwanie. Piła waży około pięciu kilogramów, a czasem używa się jej przez cały dzień.

GRZEGORZ MICHLAKGRZEGORZ MICHLAK

Wbrew pozorom to bardzo ciężka praca. Nadgarstki i kręgosłup często nie wytrzymują takiego obciążenia. Pan Grzegorz wspomaga się wtedy różnymi usztywniaczami i opaskami. Poza tym nie można zapomnieć o bezpieczeństwie. W ten upalny dzień ma na sobie spodnie, złożone z siedmiu warstw materiału. Wszystko, aby uniknąć skaleczeń, które zdarzały się już w przeszłości.

Za najtrudniejszą ze swoich dotychczasowych prac artysta uważa postać harnasia. Wydrukowałem kiedyś starego górala harnasia, siedzącego z laską na kamieniu– mówi. - Pracowałem ponad dwa tygodnie. Jestem z niego bardzo zadowolony. Zauważyłem też, że kiedy mocno przykładam się do rzeźby, jestem później cały pokaleczony. Chciałem, by wszystko było perfekcyjne. Używałem małych dłutek, które są ostrzejsze od żyletki. Moje palce były później całe pokaleczone, ale było to miłe, wszystko wyszło tak, jak chciałem.

grzegorz-michlak007

Artysta postawił przed sobą kolejne bardzo ważne zadanie. Chce wyrzeźbić anioła na grób swojego ojca. Mój ojciec nie był przykładnym rodzicem, ale nie ma rzeczy, której by mnie nie nauczył – wyznaje. Mówi, że strasznie mu go brakuje. Mógł przyjść do ojca z każdym problemem. Kiedyś uważał go za niedobrego człowieka, teraz widzi, jakie miał w nim wsparcie i dostrzega w sobie wiele podobieństw do zmarłego rodzica. Dziś chodziłby dumny jak paw, gdyby widział moje rzeźby – stwierdza pan Michlak. Stworzył już trzy anielskie postacie z myślą o ojcu, jednak żadnej nie odważył się wystawić.

Rzeźbiarstwo jest jego prawdziwą pasją. Widać to, gdy z zaangażowaniem mówi o swojej pracy: To jest drewno, coś kompletnie innego. Zawsze zrobi jakąś niespodziankę. Nigdy do końca nie wiadomo, jak to będzie. Drewna trzeba słuchać i trzeba z nim rozmawiać. Na początku wydawało mi się to śmieszne, ale to fakt. Rzeźba zabija czas i stres. Idę do pracowni, biorę dłuto, włączam muzykę i przechodzą wszystkie złe emocje. Nie ma chwili wytchnienia od rzeźbiarstwa. Nawet będąc na wczasach nad morzem nie uciekł od swojego hobby. Byliśmy na spacerze w lesie. Córka znalazła jakąś gałązkę, przypominającą Jezusa. Miałem ze sobą tylko scyzoryk, ale od razu zacząłem nim skrobać w tej gałązce – wspomina.

Poza fascynacją samą rzeźbą zwraca też uwagę na relacje panujące w środowisku rzeźbiarzy. Wszyscy tworzą jedną, wielką rodzinę. Wspierają się wzajemnie. Na podstawie własnych obserwacji pan Grzegorz może stwierdzić, że bardzo wielu ludzi ucieka do rzeźby od własnych problemów. Sam jestem po przejściach, wyszedłem z nałogu. Podobnych do mnie znam wielu. Najwyraźniej osoby z jakimiś nałogami mają artystyczną duszę – stwierdza z uśmiechem.

Podstawowy sprzęt warty około 15 tysięcy złotych. Jak mówi pan Grzegorz jedno dłuto to wydatek rzędu 100-300 złotych. Czy więc rzeźbiarstwo może być sposobem na życie? Plenery są płatne. Tam za rzeźbę płacą 500-1000 złotych. Od tego trzeba odjąć koszty dojazdu, paliwa do piły. Wiadomo też, że podczas takiego pleneru sprzęt może się po prostu zepsuć. Sam połamałem już nie jedno dłuto – opowiada mężczyzna. Doświadczeni rzeźbiarze za jedno prywatne zlecenie potrafią dostać nawet 5 tysięcy. Jednak nie mają zamówień w okresie zimowym. Dla pana Michlaka rzeźba nie jest źródłem utrzymania. Jego sposobem na życie w dalszym ciągu pozostaje stolarnia. Tu, w Drożkach, swoją pracę wykonuje bezpłatnie. Nigdy nie robiłem kapliczki, a  do odważnych świat należy. Mam czas, żona też mnie namawiała. To dla kościoła, dlatego pracuję charytatywnie – mówi rzeźbiarz.

GRZEGORZ MICHLAKGRZEGORZ MICHLAKGRZEGORZ MICHLAKgrzegorz-michlak004

Poza tworzeniem z drewna Grzegorz Michlak ma jeszcze jedną pasję. Interesuje się kulturą i historią orientalną – Wikingowie, Indianie. Znalazłem niedaleko indiańską wioskę Indian Lakota. Teraz w Realu mogę osobiście obcować z ich historią, kulturą i obyczajami – opowiada.

Wystarczy pięć minut rozmowy, by zyskać pewność, że dla pana Grzegorza rzeźbiarstwo to nie zabawa, a rzecz, którą pragnie robić przez całe życie. Jednak profesjonalne rzeźbienie wiąże się z częstymi wyjazdami, długimi zleceniami, nieobecnością w domu. Co na to pan Michlak? W przeciwieństwie do żony nie jestem domatorem. Lubię podróże i wyjazdy. Mam duszę włóczęgi. Często towarzyszy mi córka, Julia. Ona także ma zdolności plastyczne, ale nie potrafi wybrać jeszcze kierunku, który najbardziej ją pociąga.

grzegorz-michlak008GRZEGORZ MICHLAK

Rzeźby Grzegorza Michlaka robią piorunujące wrażenie. Ciężko uwierzyć, że do ich wykonania wykorzystuje te wszystkie toporne narzędzia. Ma niewielkie doświadczenie, dopiero kilka miesięcy, a już jest doceniany przez rzeźbiarskie towarzystwo.  Poza tym to niezwykle otwarty i pełen pozytywnej energii człowiek. Spotkanie z nim pokazuje, że posiadanie prawdziwej pasji może nie tylko pomóc nam zapomnieć o codziennych troskach, ale także być szansą na zebranie niezapomnianych doświadczeń i poznanie niezwykłych ludzi. 

K.M.

 

Nasza prasa obejmuje swym zasięgiem cały powiat kępiński (gminy: Baranów, Bralin, Kępno, Łęka Opatowska, Perzów, Rychtal i Trzcinica). W skład tej grupy mediów wchodzi dziennik - portal ziemiakepinska.pl i gazeta drukowana - czasopismo "Ziemia Kępińska".
Na terenie powiatu działają jeszcze inne lokalne media (innych wydawców): Kepnianie.pl, Twój Puls Tygodnia, Tygodnik Powiatowy, Radio Sud, Gazeta Bezpłatna Kurier Lokalny Powiatu Kępińskiego, Tygodnik Kępiński. Polecamy również zaprzyjaźnione forum Kympno.pl
Ziemia Kępińska © 2014
Frontier Theme
Przeczytaj poprzedni wpis:
Przebudowa świetlicy w Myjomicach
Przebudowa świetlicy w Myjomicach

Burmistrz Miasta i Gminy Kępno Aniela Kempa w dniu 11 sierpnia 2014 r. podpisała umowę z firmą „Kinga Czysta Przedsiębiorstwo...

Zamknij